BIULETYN INFORMACJI PUBLICZNEJ E-PUAP ceidg
Strona Główna UG telefon Kontakt Lokalizacja Facebook

Banner

Dzisiaj jest: 21 Września 2020    |    Imieniny obchodzą: Hipolit, Mateusz, Daria
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/baneryreklamowe.PSR2020_grafika_01gk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/a_grafiki.inne.slajdy_gospodarka-odpadamigk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/a_grafiki.inne.slajdy-dofinansowaniegk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/info_25052020_1gk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/baneryreklamowe.koronowirus_03gk-is-95.pnglink
0 1 2 3 4 5
Progress bar

Aktualności

Dziennik Polski z 29.11.2014 - Album zdjęć i wspomnień

Przeginia Narodowa. Stowarzyszenie Kobiet przygotowało projekt "Przeginia - Album Rodzinny". Panie wybierają najciekawsze fotografie ze starych zbiorów, robią prezentacje multimedialne, zapraszają mieszkańców na wspólne oglądanie i wspominanie dawnych lat. Na starych, czarno-białych zdjęciach, mieszkańcy Przegini Narodowej rozpoznają siebie, rodziców, dziadków, pradziadków, znajomych, sąsiadów. Wspominają dawne zdarzenia, zwyczaje, narzędzia domowe. Opowiadają przy tym niezwykłe historie, np. o babce Brońce, którą cała wieś znała z tego, że na każdy temat układała wiersze i rozdawała je ludziom. Przypominają sobie też wyjazdy na zarobek do Danii i sprowadzanej stamtąd modzie duńskiej, wspominają zwyczaje ślubne i dożynkowe.
 
Całe to poruszenie wywołały panie ze Stowarzyszenia Kobiet Przegini Narodowej, które postanowiły zrobić kulturalny projekt, integrujący ludzi na wsi. Halina Wrona, szefowa stowarzyszenia, ze Stanisławą Piętak, Elżbietą Rakoczy i innymi członkiniami swojej organizacji od wiosny szukały programu, z którego mogłybyśmy otrzymać pieniądze. Wreszcie z pomocą przyszła im Katarzyna Piszczkiewicz z Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Znalazła program grantowy w Starostwie Powiatowym w Krakowie. W tydzień napisały wniosek i dostały 3 tys. zł. - Zaangażowałyśmy wiele osób. Panie chodziły i zachęcały mieszkańców, żeby pokazali zdjęcia i opowiedzieli swoje historie - mówi Halina Wrona. Zaczęły się pojawiać czarno-białe fotografie, niektóre mocno zniszczone, pożółkłe. teraz są ich setki. - Podzieliliśmy je na kilka grup. Pod hasłem "przodkinie" są portrety babek, prababek, zdjęcia paszportowe tych, którzy wyjeżdżali do pracy w Danii. Jedno z nich jest tak opisane, że służyło jako dokument podróży - mówi Katarzyna Piszczkiewicz. Dalej są zdjęcia z kategorii: rodzina, praca, uroczystości, krajobraz. Powstała z tego prezentacja multimedialna. Teraz panie zapraszają mieszkańców na spotkania, oglądają zdjęcia, przypominają dzieje wsi i ludzi. Do pracy w Danii przy zbiorach buraków lub do innych zajęć rolniczych tutejsi mieszkańcy jeździli, żeby zarobić na zakup pola. Przeginianom szczególnie zależało na gruntach za Wisłą, jak mówili "na Zawiślu", bo tam ziemia była bardziej urodzajna, ale i droga. Na miejscu nie mogli na nią zarobić, więc ruszali w świat. Halina Wrona przypuszcza, że ludzie wybrali Danię dlatego, że podróż morska była tańsza niż każda inna. Te wyjazdy miały też wpływ na to, w co ubierały się przegińskie kobiety. - Z Dani czerpały wzory. Jak to się odbywało, opowiadała nam Władysława Machaczka. Siostra jej matki przywiozła z Danii sukienkę, którą dokładnie rozpruła, żeby mieć formę i według niej szyła podobne. Stamtąd też kobiety przywoziły bieliznę, która przed stu laty u nas na wsi była rzadkością - zaznacza pani Katarzyna. Elżbieta Rakoczy pokazuje fotografię z albumu Barbary Kuć. Na zdjęciu kobieta doi krowę w polu. To pani Bronisława (znana przeginianom jako babka Brońka), obok siedzi jej mąż Władysław. Nieco dalej jest druga krowa, a wokół końskie uprzęże. - Nie, nie końskie, ta uprząż była dla krów. W czasach międzywojennych Bronisława i Władysław pojechali suszyć siano na Zawiślu. Bieda była, ludzie nie mieli konia, wiec do ciągnięcia wozu zaprzęgali krowy - opowiada Elżbieta Rakoczy. Inne zdjęcie związane z pracą pochodzi od Władysławy Machaczki. Uśmiechają się z niego młodzi ludzie z motykami w rękach. Przed nimi koszyki, tylko na chwilę oderwali się od kopania ziemniaków. - Poznaję wszystkich - mówi Elżbieta Rakoczy i wymienia: Maria Umińska, Stanisław Stawowiak, Władysława Machaczka, Mieczy- sław Kowal. To były lata 60-te ubiegłego wieku.
- Wtedy wykopki robiło się u nas w ramach kursu przysposobienia rolniczego. Każdy z młodych rolników dostawał sadzonki ziemniaków, którymi miał obsadzić określony kawałek swojego pola. Potem były wspólne wykopki i komisyjne ważenie tego, co udało się zebrać, żeby stwierdzić kto ma największy plon - mówi pani Elżbieta. Po zakończeniu prac zawsze było ognisko i pieczenie ziemniaków w popiele. - Czasem nie przypilnowaliśmy i spaliły się na węgiel, ale to nikomu nie przeszkadzało - śmieją się kobiety. Halina Wrona wyjmuje swoje zdjęcia. Na jednym są trzy kobiety, wśród nich pani Halina i dwoje dzieci. Wszyscy odświętnie ubrani stoją przy samochodzie - małym fiacie. Zdjęcie jest z końca lat 70-tych ubiegłego stulecia. - Jak w każdą niedzielę, mój brat przyjechał do domu rodzinnego, bo taki był zwyczaj, że w dni wolne od pracy odwiedzało się matkę i ojca. Samochód ze zdjęcia należał do brata. Mógł sobie pozwolić na jego zakup, bo pracował za granicą, w Iraku i na Ukrainie w Charkowie - wspomina Halina Wrona. Szefowa Stowarzyszenia opowiada też o uroczystościach religijnych. Pokazuje zdjęcie z komunii swojej siostry Stefanii. - Sukienka z symboliczną hostią musiała być ozdobiona mirtem. Dziewczynki w rękach niosły lilie, a chłopcy świece - mówi. Kolejna fotografia przedstawia dziewczynę w ślubnej sukni - to pani Stefania na progu z mamą Zofią, a z głębi zagląda pan młody. - Była wtedy moda na plisowane spódnice, taką tu ma mama. Do tego bluzeczka ozdobiona guzikami i buty lakierki - pokazuje Elżbieta Rakoczy, bo to jej mama i siostra w ślubnym stroju. Na zdjęciu widać, że był zwyczaj zdobienia wejść do domu zielonymi gałązkami i bibułowymi kwiatami. - Druhny zbierały się i robiły te kwiaty, a drużbowie przychodzili zapoznać się z nimi, bo innego pożytku z nich nie było przy tej pracy - mówią kobiety. - Na weselu bawiliśmy się do rana. Zabawa miała się ku końcowi, gdy Franczak - jeden z gospodarzy - jechał już w pole po siano - dodaje pani Ela. Takich opowieści jest mnóstwo, pewnie pojawią się następne, bo na jutro panie przygotowują kolejny pokaz multimedialnego albumu i podsumowanie projektu. Spotkanie mieszkańców odbędzie w miejscowej remizie o godz. 16.

Czytaj więcej....

Barbara Ciryt
logo dziennik polski

Template Design free joomla templates

Äèçàéí ðàçðàáîòàí øàáëîíû Joomla

Nowa strona 2
Zamknij

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...