BIULETYN INFORMACJI PUBLICZNEJ EPUAP ceidg
dom Facebook Kontakt

 

1_0
2_0
3_0
4_0
6_0
7_0

Dzisiaj jest: 7 Lipca 2020    |    Imieniny obchodzą: Cyryl, Metody, Estera
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/a_grafiki.inne.slajdyekomobilność-strategia-rozwojugk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/a_grafiki.inne.slajdy-dofinansowaniegk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/a_grafiki.inne.rowerowy-czernichowgk-is-95.jpglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/baneryreklamowe.PSR2020_grafika_01gk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/info_25052020_1gk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/baneryreklamowe.koronowirus_03gk-is-95.pnglink
https://gmina.czernichow.pl/modules/mod_image_show_gk4/cache/a_grafiki.UPSZLWGCgk-is-95.pnglink
0 1 2 3 4 5 6
Progress bar

Zaśmiecanie świata

logo dziennik polski 28.04.2012

Zaśmiecanie świata

EKOLOGIA. Likwidacja dzikich wysypisk kosztuje gminy tyle, ile budowa placu zabaw dla dzieci
Ludzie rano jadąc do pracy przez okno samochodu wyrzucają pampersy. Po remontach domów, porządkowaniu strychów i piwnic na terenach rekreacyjnych, pustkowiach i w lasach robią dzikie wysypiska. A gminy muszą posprzątać.
Krawaty plączą się między krzakami, swetry wystają z kałuży, obudowę z pralki leżącą na zakręcie omijają jacyś sprinterzy, rozbite butelki i resztki chleba są porozrzucane wzdłuż drogi prowadzącej z Krakowa do Węgrzc w gminie Zielonki. Akcja sprzątania świata tu nie dociera. Zaśmiecanie trwa na dobre. Na takie wysypiska skarżą się w podkrakowskich gminach. - W jeden dzień organizuje się sprzątanie świata, a w pozostałe dni roku ludzie na własną rękę organizują wielkie zaśmiecanie - denerwują się szefowie gmin. Na usuwanie śmieci wydają z gminnych kas od 100 do 5 tys. zł.
Wśród pól z widokiem na Tatry, przy niewielkiej drodze w okolicy Dziekanowic w gminie Zielonki dzikie wysypisko zrobił sobie jeden z mieszkańców Nowej Huty. Ludzie, którzy przyjeżdżają tu rekreacyjnie z obrzydzeniem spoglądają na stertę śmieci. Pan Jerzy upatrzył sobie to miejsce na puszczanie modele samolotów. - Denerwują mnie cuchnące odpady porzucone przy drodze. Ludzie mogliby tu wypoczywać, spacerować tymczasem trzeba omijać góry śmieci - kręci głową pan Jerzy i odchodzi w poszukiwaniu dogodniejszego miejsca.
Właściciel tych śmieci został zidentyfikowany. Wójt Zielonek Bogusław Król zapowiedział, że mu nie odpuści. Zgłosił sprawę na policję, kieruje ją do sądu. Uparcie dąży do ukarania sprawcy. - Te śmieci udało się zidentyfikować. Widać, że ktoś zrobił sobie remont w domu, bo trafiły tu pojemniki po farbach, stare wyposażenie sanitariatu, ścinki wykładziny i materiałów budowlanych, resztki jedzenia. Jest noga od manekina i zeszyty dziecka. Wiadomo jak się nazywa, gdzie chodziło do szkoły podstawowej i gimnazjum. Postanowiłem, że ostro będę walczył z tymi, którzy podrzucają nam śmieci - mówi Bogusław Król. Problem zgłosił policji. Funkcjonariusze zdążyli zabezpieczyć dowody. - Zdążyli zabezpieczyć zanim pojawił się kolejny problem. Ktoś to dzikie wysypisko podpalił i środowisko ucierpiało ponownie - ubolewa.
Wylicza, że wynajęcie firmy, pozbieranie śmieci z dzikiego wysypiska, wywiezienie i opłacenie składowania może gminę kosztować do 3 tys. zł. - Takich wysypisk likwidujemy rocznie kilkanaście. Płacimy za to około 100 tys. zł. Za takie pieniądze można zorganizować plac zabaw dla dzieci. Tymczasem płacimy za niechlujstwo i nieuczciwość tych, którzy rozrzucają po terenie gminnym swoje odpady. Gdyby człowiek, który podrzuca śmieci po remoncie zamówił kontener z firmy zajmującej się wywozem odpadów, to zapłaciłby za usługę ze 200 zł. My zapłacimy znacznie więcej - mówi wójt. Dlatego zapowiada, że wnioskuje o kilkanaście tysięcy odszkodowania dla gminy. Obawia się tylko, że sądy mogą umorzyć sprawę, odstąpić od karania i uznać znikomą szkodliwość czynu. - Obawiam się, że polskie prawo jest zbyt słabe, żeby karać sprawców, ale przeprowadzę ostrą procedurę do końca - mówi Król.
Z dzikimi wysypiskami walczył już Szymon Łytek, wójt gminy Czernichów. - Mieliśmy dwie sprawy karne przeciwko osobom, których śmieci zidentyfikowaliśmy. Chodziło o naliczenie mandatu czy raczej wymierzenie grzywny, nie o odszkodowanie od właścicieli porzuconych śmieci, jak tego chcą w Zielonkach - mówi Szymon Łytek. Szef gminy Czernichów wylicza, że na likwidację dzikich wysypisk przeznacza rocznie około 50 tys. zł. Wójt Czernichowa sam kiedyś w lesie namierzył śmieci pochodzące z jednego ze sklepów. - Poszedłem z psem na spacer i znalazłem worki z odpadami. Postanowiłem zabrać, żeby wrzucić do kosza. Na chodniku jeden worek się rozerwał i wysypało się mnóstwo paragonów. Nie było wątpliwości czyje one są. Sprawę skierowałem do sądu - przypomina Łytek. Opowiada też o przypadku, porzucenia padłych kurcząt. - Musieliśmy je oddać do utylizacji i zapłacić za to. Zgłosiliśmy sprawę na policję, ale sprawcy nie udało się wykryć - mówi.
W Słomnikach dzikie wysypiska pojawiają się zwykle w tych samych miejscach. Gmina sprząta je notorycznie i rocznie przeznacza na to około 5 tys. zł. W Wielkiej Wsi na porządkowanie i likwidację dzikich wysypisk wydaje się ponad 22 tys. zł. - To o 22 tys. zł za dużo - mówi kategorycznie wójt Tadeusz Wójtowicz. Opowiada o kobiecie, od której śmieci trafiły do przydrożnego rowu. Zostały zidentyfikowane. - Potem pani udawała Greka. Opowiadała, że ktoś jej zabrał te śmieci sprzed domu. Akurat w to uwierzymy - komentuje wójt. Wskazuje, że odpady wciąż pojawiają się na granicy Modlniczki i Ujazdu. - Zdarzyło się tam zidentyfikować właściciela i oddać sprawę do sądu. Jednak sąd grodzki nie był skory do karania sprawcy. Uznał, że to znikoma szkodliwość czynu. Liczę, że nowa "ustawa śmieciowa" poprawi sytuację - mówi.
W Michałowicach śmieci leżą wzdłuż dróg. - Karać ludzi finansowo to za mało. Prawo jest nieskuteczne, niczego ludzi nie uczy. Przydałoby się obcinać ręce, może wtedy wiedzieliby co robić z odpadami - denerwuje się wójt Michałowic Antoni Rumian. - Było wielkie sprzątanie świata, a na drugi dzień w tych miejscach leżały świeże śmieci. Mało tego ci, co sprzątają w jeden wyznaczony dzień, na drugi już papierka nie podniosą. Często światli, wykształceni ludzie jadąc rano do pracy przez okno samochodu wyrzucają śmieci. Przez okna wypasionych samochodów notorycznie lecą pampersy do rowów - mówi Rumian. Jego gmina wydaje na walkę z dzikimi wysypiskami kilkanaście tysięcy rocznie. - Ludzie sprzątają u siebie w domach i na podwórkach, a śmieci podrzucają w publiczne miejsca. To chyba jakaś choroba psychiczna - ubolewa wójt Michałowic.
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
więcej w Dzienniku Polskim

 

Template Design free joomla templates

Äèçàéí ðàçðàáîòàí øàáëîíû Joomla

Nowa strona 2
Zamknij

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...